poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział I - Dzień z życia Harry'ego Pottera.

Każdy kto znał Ginewrę Weasley musiał stwierdzić, że wyrosła na nieziemsko piękną kobietę. 
Była niewysoka, co wcale nie ujmowało jej urodzie – wręcz przeciwnie – przysparzało więcej uroku.
 Miała szczupłą, wysportowaną, świetną sylwetkę oraz niezaprzeczalne atuty w postaci dobrze ukształtowanej miseczki C oraz tyłów, które zostały uznane tytułem
 „Najgorętszej Patrii w Szkole” (w skrócie NPS). Na pewno zauważył to i docenił
 Dean Thomas, dość bezwstydnie próbujący dostać się do kształtów Ginny, która,
 o co z Neville’m Longbottomem założył się wygrany Seamus Finnigan, potraktowała
 go wyjątkowo mocnym i odrażającym upiorograckiem.
Co romantyczniejsi chłopcy zachwycali się w swoich wierszach, piosenkach i poematach długimi do pępka rudymi, ognistymi włosami dziewczyny, brązowymi, przenikającymi na wskroś oczami, które w przyjemnych chwilach przybierały odcień pitnego, złotego miodu, zaokrągloną, bladą twarzą, słodkimi piegami na górze małego nosa 
i lekkoróżowych policzków, filigranową figurą, delikatnością i klasą oraz, co chyba najważniejsze, różowymi, prześlicznie ukształtowanymi, pełnymi ustami, które, jak twierdził Michael Corner, smakowały jak ambrozja i doprowadzały do szaleństwa podobnie jak zapach dziewczyny.
Ale rudowłosa nie tylko tym zachwyciła Harry’ego Pottera.
Według niego jej największym atutem był charakter i sposób bycia.  Nie znał drugiej tak piekielnie silnej czarodziejki, jaką była Ginny.  Była niesamowicie… sobą. Tak, według niego te określenie oddawało wszystko. 
Zmotywowana do walki, broniąca siebie i swoich przyjaciół, honorowa, oddana, silna, odważna. Nie dawała się zastraszać, umiejętnie panowała nad ogromem swojej mocy, który niektórych wręcz przerażał. Przy swojej dumie, zahartowaniu i sile fizycznej oraz osobowościowej, pozostawała wyczulona na innych. Za punkt honoru postawiła sobie ochronę swoich bliskich, za których skoczyłaby w ogień. 
Była przy tym stanowcza – potrafiła krzyknąć, warknąć, odpyskować  i postawić do pionu nawet starszych i bardziej doświadczonych czarodziejów. Wydawało się też, że urodziła się, by być przywódczynią i dokonać czegoś wielkiego.
A tak wielka, nieokrzesana siła i magia zamknięte zostały w tak małej, kruchej wydawałoby się osóbce, jaką była Ginewra Weasley.
Może dlatego Harry tak bardzo cieszył się na ten dzień – chciał go spędzić z rudowłosą pięknością żegnając się z nią przy okazji. Za trzy dni – tuż po weselu – mieli wyjechać,
 by raz na zawsze utorować sobie drogę do pokonania Toma Riddle’a.
Potter wstał z łóżka i westchnął. Podszedł do lustra i krytycznym okiem spojrzał na swoje włosy, które sterczały na wszystkie strony. Spróbował je jakoś przygładzić, ale na marne. Za każdym razem wracały do pierwotnej postaci. Wreszcie zrezygnował, nakładając jedynie trochę czarodziejskiego żelu do włosów. Spryskał się perfumem, który 
na siedemnaste urodziny podarowała mu Hermiona, poprawił kołnierz i wyszedł, 
by spotkać się z Ginny nad jeziorem.  
Przechodząc przez kuchnię dostrzegł uśmiechy bliźniaków.
-Nasz mały Harruś… - zaczął George.
-…taki wystrojony! – Fred ochoczo dokończył.
-Och, Freddie, tak szybko dorastają! – Pierwszy z braci otarł wyimaginowaną łzę z kącika oka.
-Masz rację Georgie, masz rację.
-Och, stulcie twarze, bo oberwiecie jakimś upiornym zaklęciem Huncwotów – zachichotał Harry, rzucając ścierką we Freda. Szybko wybiegł z kuchni, śmiejąc się.
Był wyjątkowo ciepły, przyjemny dzień. Słońce świeciło i ogrzewało cały teren wokół Nory, a przyjemny, chłodny wiatr chronił przed całkowitą gorączką.
Harry Potter zmierzał ku jeziorku, trzymając w dłoniach koszyczek truskawek
 i czekoladę. Próbował być romantyczny, ale, na Merlina, chyba słabo mu to wyszło. 
   Kiedy był już na miejscu, rozejrzał się w poszukiwaniu najmłodszej z Weasley’ów.
O Boże. Przez chwilę stał, starając się dojść do siebie i oswoić widokiem.  
Ginny leżała na piasku z rozpuszczonymi włosami i zamkniętymi oczami, opalając się. Na sobie miała jedynie skąpe, czarno-złote bikini, które idealnie podkreślało
 i uwydatniało jej kształty.
 Harry przełknął ślinę, podziwiając skąpo odziane, długie nogi dziewczyny, szczupłą, wymodelowaną sylwetkę, piękne biodra i górne partie ciała.  
Cholera jasna, jak można wyglądać tak idealnie?
-Nie musisz się na mnie tak gapić, Harry – powiedziała dziwnym głosem, nie otwierając oczu.
Zarumienił się i prawie potknął, mrucząc coś pod nosem o tym, że wcale się nie gapił.
-Skąd… skąd ty… Na Merlina!
-Wszystko gra? – uśmiechnęła się, ale w tym geście było coś bardzo chłodnego.
Pokiwał szybko głową, nadal nie mogąc oderwać oczu od jej ciała. Jęknął w myślach, karcąc się za nagłe rozproszenie. Stała czujność, panie Potter, stała czujność!
-Chodź, przysiądziesz się?                                           
W kilka sekund już siedział obok niej wygodnie, wpatrując się w jej uroczą twarz. Nie widział już żaru w jej spojrzeniu, coś się zmieniło. Mógł dojrzeć jedynie rezerwę w jej zachowaniu i dystans w jej oczach, jakby coś ją powstrzymywało.
-Gin, coś się stało?
Parsknęła.
-Co się miało stać, Harry? Myślisz, że coś mnie mogło zranić? – udała zaskoczoną. – Może jeszcze to, że wyjeżdżasz za trzy dni, by narażać swoje życie wraz z moim bratem i najlepszą przyjaciółką i kompletnie nic mi o tym nie mówisz? Och, nie!
W myślach bił głową w ścianę. Idiota, idiota, idiota!
-Może to, że dowiaduję się tego od Hermiony, która już nie wytrzymuje udawania i ukrywania tego przede mną, bo jej na mnie ZALEŻY, Harry Jamesie Potterze? – warknęła. – Och, nie, jak mogłabym być zła o taki banał, nie uważasz?
Tym razem jęknął naprawdę i przeczesał szybko włosy dłonią. Wyciągnął do niej rękę, ale odsunęła się jak oparzona.
-Ginny, mi na tobie naprawdę zależy! – spojrzał na nią błagalnie. – Musisz mi uwierzyć!
Widząc wściekłość na samego siebie w jego wyrazie twarzy, Ginny złagodniała.
-Nie mówię, że nie. Nie mówię. Tylko pomyśl, w jakim świetle mnie to stawia? Ron nie może przestać wygłaszać te swoje kąśliwe uwagi, wszyscy uważają, że robię sobie nadzieję, bo dla ciebie jestem tylko małą, nic nie znaczącą dziewuchą, a ty? Ty zamiast zaprzeczyć, wyrządzasz mi taki numer. To nie jest fair, Harry.
-Ja nie chciałem, ty musisz…
-Nie mów mi co muszę a czego nie. Przynajmniej nie teraz – powiedziała chłodno. – Spotkajmy się tutaj dzisiaj o dwudziestej pierwszej.
Wstała, otrzepała pupę  z piasku i ruszyła wolno do Nory. Harry nie wiedział, co ma robić – zastanawiać się, jak ją przeprosić czy podziwiać sposób jej chodu.



 *  * *




Ginny usiadła na piasku wieczorem marząc, by ten wieczór się udał, obył bez żadnych kłótni i był… po prostu perfekcyjny.  
Rozpuściła rude, długie włosy, które teraz powiewały lekko na wietrze. Włożyła cieniutką, przewiewną, białą rozkloszowaną od linii pod piersiami sukienkę zapinającą się u góry na trzy delikatne, różowe guziczki i odsłaniające szyję oraz górną część dekoltu. Miała spierzchnięte, wyjątkowo jasne dziś wieczór usta. 
Kiedy zobaczyła Harry’ego w dżinsowej koszuli serce zabiło jej szybciej i wzleciało szybciej w piersi, trzepocząc skrzydełkami.
Objął ją wzrokiem i zaniemówił, podziwiając przez chwilę to, jak wygląda. Była zdecydowanie najpiękniejszą czarownicą, jaką znał.
Już po chwili znalazł się tuż obok niej, lekko całując ją w usta.
-Dobry wieczór, piękna – szepnął.
-Dobry wieczór, Harry – zarumieniła się i przymknęła oczy.
-Nie gniewasz się już? – zapytał z nadzieją w głosie, obejmując ją.
-Nie. Rozumiem cię i będę musiała się z tym pogodzić.
Przez chwilę siedziała, widocznie się denerwując, by za chwilę całkowicie się rozluźnić. Chwilę później odwróciła się do niego i przysunęła blisko.
-Cholera, Ginny, nawet nie wiesz, jak wyglądasz…
-Jak? – zapytała z figlarnym uśmiechem.
-Jesteś dzisiaj tak anielsko delikatna a przy tym taka piękna...
Nachyliła się i pocałowała go mocno w usta. Tak strasznie za tym tęskniła...
Po wielu pocałunkach i po kilku wyznaniach Ginny ułożyła się na jego  torsie i wtuliła w niego, a on otoczył ją ramionami, całując w czoło.
-Wrócisz, Harry? – zapytała cichutko.
-Wrócę, ale tylko wtedy, kiedy obiecasz, że będziesz na mnie czekać – odparł równie cicho i przytulił ją mocno do siebie.
Podniosła się lekko i pocałowała go. W tym pocałunku było coś innego... W nim przekazali sobie to, czego słowa nie mogły oddać.
-Kiedy mnie nie będzie… możesz mieć kogoś, bo wiem, że wielu chce cię mieć. Możesz z nimi być, jeśli będziesz chciała. Ale myślę, że poczekasz na mnie, bo wiesz, że jestem tym jedynym. Ja też na ciebie poczekam. A kiedy wrócę porzucisz wszystko, co miałaś. Porzucisz wszystkich, którzy patrzyli na ciebie łakomym wzrokiem i rzucisz mi się w ramiona, a ja pokażę ci, jak bardzo cię kocham. Pokażę, że ze mną jesteś bezpieczna i pokażę ci niebo. A potem się z tobą ożenię, Ginny  Weasley.
Na dźwięk tych słów zadrżała.
Leżeli tak jeszcze długo, napawając się miłością, która im towarzyszyła.



6 komentarzy:

  1. O rany, rany, ranyyyy! <3 Już to czytałam, no świetne! Ja nie mam słów, żeby oceniać tak dobre teksty, popadam przez Ciebie w kompleksy :<
    Ginny jest taka... idealna! Perfekcyjna, ale mogę Ci to wybaczyć :> No i mamy bliźniaków, jeny KOCHAM <3 Zawsze tak świetnie odwzorowujesz postacie, no, no, jestem z Ciebie dumna! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję bardzo!
      Ginny dla mnie zawsze była i będzie idealna, więc przepraszam, że tu ją tak ukazałam. Ale, jak sama zobaczysz, będzie miała też wady związane z jej mocnym charakterkiem! :)
      Bliźniaków będzie tu dość sporo, bo oni zawsze coś wymyślą!
      Dziękuję, ściskam:*

      Usuń
  2. Hej Lizz :D
    Bardzo podoba mi się rozdział, Ginny jest idealna! Widzisz jaki zbieg okoliczności? Macie urodziny w ten sam dzień! ;p
    Świetny tekst, powiadamiaj mnie o nowych
    Pozdrawiam Ł. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :)
      Tak, to na pewno nie przypadek! Będę pisać.
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  3. Jeju, tęskniłam za Twoim pisaniem, Elizka, wiesz?
    Bardzo fładnie napisane, chyba masz rację, że Twoje najlepsze f-f, ale się wstrzymam z taką oceną, to w sumie pierwszy rozdział dopiero. Idealizowanie Ginny mi nie przeszkadza, ten opis na początku mnie ujął. Zaraz czytam drugi rozdział, jestem mega ciekawa jak to się rozwinie, ogólnie bardzo bardzo mi się podoba jak na razie:)
    Zapału, weny i wytrwałości przy tym blogu!:)
    Ammie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję słońce:) Nawet nie wiesz, jak ja tęskniłam!
      No zapał jest ogromny, bo widze wszedzie gdzie sie da i wiesz, mam juz od tygodnia 8/9 rozdzialow,jestem taka zadowolona:)
      dziekuje!!<3

      Usuń