Nocne wiadomości szybko rozeszły się
po domu, ponieważ bracia postanowili zostawić Ginny z jej nocnymi, kocimi
ścieżkami. Pobiegli szybko do Nory i obudzili wszystkich braci, (przy okazji
też Artura) Remusa i Hermionę. Bill ledwo trzymał się na nogach, a Charlie
wyraźnie zażył czegoś mocniejszego. Puszyste włosy Hermiony przybrały jeszcze
bardziej na objętości.
Usiedli po turecku i usiłowali
wyrównać oddechy i uspokoić rozkołatana serca bijące identycznie.
-Co się, do cholery, stało, że
budzisz mnie o pierwszej w nocy na dzień przed moim weselem, nie dając mi się
wyspać? – warknął Bill na Freda.
-Ciiiiiicho, staruszku – syknął Ron.
– Pamiętasz, kiedy umawialiśmy się na zebrania? No, więc to musi być coś
ważnego.
-Wyjątkowo inteligentne, Ronusiu –
mruknął Charlie pod nosem, za co oberwał w plecy.
Pośmiali się jeszcze chwilę,
czekając na wyjątkowego gościa, wezwanego w trybie natychmiastowym, który, jak
stwierdzili bliźniacy, będzie wiedział, o co tu chodzi.
Wszyscy spoglądali z
niecierpliwością to na zegar, to na drzwi, oczekując wizyty. Jednak ich gość
pojawił się z cichym pyknięciem, wychodząc z kominka, chrząkając i otrzepując
swoje odświętne, karmazynowe szaty.
Albus Dumbledore rozejrzał się
zdumiony po twarzach męskich przedstawicieli całej tej pozrzucanej z innych
rodzin familii i odchrząknął pod nosem, wskazując na zegarek.
-Nie pali się? – wymamrotał,
naprawdę zdziwiony nagłością sytuacji, chowając wyciągniętą przed siebie
różdżkę.
-Coś gorszego – pokiwał gorliwie
głową George.
-Och, tak, o wiele!
Starzec rozejrzał się po wolnych
miejscach w pokoju. Wypadałoby usiąść na tej wyjątkowo wygodnej kanapie? Westchnął ciężko, przetarł zaspane oczy,
poprawił przekrzywione, zakurzone okulary-połówki i smutnym wzrokiem obejmując
miękki mebel zasiadł na podłodze w utworzonym przez mężczyzn kręgu. Och, i
przez Hermionę. Tak, mężczyzn i Hermionę.
-Słuchajcie. A więc szliśmy sobie
koło jeziora i szliśmy, omawiając nasz nowy genialny produkt, który nazywa się…
-…zamknij się, ty idioto! To
tajemnica, ty głupi…
-… no, nieważne! I nagle, co
widzimy, Freddie?
-Widzimy Ginny! – uzupełnił tamten,
wlepiając swoje ciemne oczy w Dumbledore’a a potem w całą resztę.
-No, niezupełnie, stary… - uzupełnił
George, klepiąc Dumbledore’a, do którego było to skierowane, po dłoni.
Remus parsknął śmiechem.
-Widzimy lwicę! I to jaką, cudowną,
wielką, zwinną, smukłą… No, lwa jak z bajki!
-Typowa królowa – uzupełnił Fred.
-A ten lew jak się nie zmienił w
Ginny…
Chłopcy zaczęli gestykulować,
przekrzykując siebie nawzajem, więc Hermiona wywróciła oczyma, rzucając na
drzwi i ściany zaklęcie ciszy. Albus skwitował to lekkim drgnięciem ust,
oznaczającym uśmiech uznania.
-Jest animagiem. Pierwszą białą
lwicą jaskiniową w historii! – wykrzyknął wreszcie Fred, zatykając leżącemu pod
jego kolanami George’owi usta koszulą.
Dumbledore zachłysnął się Ognistą
Whisky, którą przed momentem nalał mu Remus (w tym momencie lejący ją na
podłogę z otwartymi ustami w miejsce, gdzie powinna znajdować się upuszczona i
pobita literatka Artura).
-I dlatego chcielibyśmy wiedzieć, co to oznacza! –skwitował George z triumfalnym
uśmiechem, posyłając związanemu Fredowi spojrzenie pod tytułem „wygrałem!”.
Hermiona burknęła coś, nadal w
szoku, żeby sznury na nadgarstkach i kostkach chłopaka rozwiązały się i
zniknęły.
-To znaczy… - zaczęła z oczami
wielkimi i świecącymi jak galeony, ale uniesieniem ręki przerwał jej dyrektor.
-Pozwoli pani, pani Granger?
Kiwnęła głową.
-Forma animagiczna w wieku lat
szesnastu to niemały wyczyn! Oczywiście James Potter, Syriusz Black czy też
Peter Pettigrew za swoich szkolnych czasów doskonale ją opanowali, ale ich
zwierzęta były…pospolite. Mimo to, dokonali czegoś naprawdę doniosłego, bo
niewielu czarodziejom się to udaje! Trzeba być wyjątkowym – odchrząknął znacząco. – Ale tylko dziesięciu
czarodziejom znanym temu światu udało się opanować formę animagiczną, która nie
przypada na nikogo innego bądź też wyginęła. Zaliczał się do tego sam Merlin,
który, jak mówią goblinie legendy, już w
wieku lat dziewięciu przybrał swoją muszkę owocówkę, która…
Remus parsknął szaleńczym śmiechem,
uderzając raz po raz pięściami w podłogę.
-Przepraszam, co? – zaryczał.
Dumbledore zignorował go jednak.
-O czym ja to? Ach, no tak,
nieważne. Ja z moją formą feniksa, mój młodszy brat i jego różowy jednorożec,
dwóch wybitnie uzdolnionych astronomicznie bliźniaków-Szkotów, którzy przybrali
formę kameleonów, jeden metamorfomag z
Azji – tygrys szablozęby, Grindewald ze swoim dik-dikiem, skandynawski
poszukiwacz skarbów zamieniający się w wombata, jakiś facet, ale nigdy nie mogę
go spamiętać! I wreszcie… Tom Riddle, zanim stał się Voldemortem. Został
przepięknym pegazem. A teraz panna Weasley i jej drapieżny biały lew jaskiniowy…
Nieprawdopodobne. Nie do pojęcia, jak mówię.
Artur westchnął ciężko.
-Czy nasze przypuszczenia się
sprawdziły?
Bill i Charlie posłali mu zdumione
spojrzenia, a Albus kontynuował.
-Obserwowałem waszą siostrę od
dłuższego czasu, bo cały rok, i poczyniła ona ogromne postępy. Wiecie sami, że
Hogwart wyczuwa wielkich czarodziejów… - odchrząknął, lekko zakłopotany. – Nie
chodzi tylko o patronusa w czwartej klasie… Pod koniec tego roku Ginny podpadła
na lekcji Severusa Snape’a. Mieliśmy spotkać się w moim gabinecie we trójkę,
żeby wszystko wyjaśnić. Stała się rzecz niewiarygodna! Severus przyszedł przed
czasem, oczywiście podając hasło moim filarom, by się odrobinę przesunęły… Po
minutach kilku usłyszeliśmy kroki i wejście tak po prostu się otworzyło, a
Fawkes zaczął swą radosną pieśń i wylądował na ramieniu panny Weasley.
-Niewiarygodne, doprawdy… - szeptał
Remus pod nosem, masując skronia.
-Hogwart ustępuje tylko największym
czarodziejom – odrzekła dumna Hermiona.
-I na pani widok drży znacząco, a
Fawkes wzlatuje w powietrze – odpowiedział jej dyrektor, a ona zarumieniła się.
Teraz dowodzenie przejął zafrasowany
i bardzo, bardzo zmęczony ojciec. Artur czuł obowiązek, by chronić Ginny i jej
moc.
-Z Albusem zauważyliśmy, jak siła
waszej siostry wzrasta. Stała się na naszych oczach wyjątkową czarodziejką.
Jest jedyną dziewczyną z waszej całej siódemki i może to uczyniło ją wyjątkową?
– zapytał retorycznie, wbijając uporczywe spojrzenie w Dumbledore’a.
Jeszcze nie teraz – wysłał
mu za pomocą Legilimencji.
Dyrektor kiwnął głową.
-Tak, to pewnie to – potwierdził,
niby to pewny swoich słów.
-Uderzenie czystej magii waszej
siostry mogłoby zabić najsilniejszego czarodzieja. Zauważyliście poświatę unoszącą
się nad nią, jej aurę? To jej siła. Jej moc. Musimy ją chronić.
Bill, jako najbardziej dojrzały z
rodzeństwa, wstał i otrzepał szaty.
-Przyrzekam, że będę chronił naszą
wyjątkową czarownicę, jaką jest Ginny Weasley, gotów poświęcić nawet życie w
jej obronie.
Po chwili każdy po kolei wstawał i
wygłosił tę samą kwestię, wyciągając przed siebie różdżkę i stykając jej koniec
z końcami różdżek pozostałych obecnych.
- Dzisiejsze spotkanie było
tajemnicą – powiedział śmiertelnie poważnie Albus Dumbledore, znikając w
kominku Nory.
Przeczytałam sobie po raz drugi, a co. ^^
OdpowiedzUsuńKuuurde, lubię Ginny, serio, ale chyba nie na tyle, żeby nie denerwowała mnie jej doskonałość. :< Nie lubię, jak ktoś jest taki idealny, chociaż wiem, że taki był twój zamiar. XD
Huh, Fred i George kocham <3 I Remusik nawet! ♥ Żądam więcej Remusa, stanowczo!
Kocham Cię. ♥
Dzięki,dzięki:* W Hogwarcie zrobią małą rozróbę... ;-;
UsuńGinny jest tylko silna, nie idealna, o czym dobrze się przekonasz za 2 rozdziały powiedzmy :)
Buziaki ♥, Lizz, której nie chciało się logować!