sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział V - Wydajcie nam chłopaka!

Kiedy na weselu Billa i Fleur pojawił się patronus Kinglseya, goście wpadli w panikę.
Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się w popłochu do wyjścia, w jednej sekundzie. Rodzina starała się ich uspokoić, ale na marne. Coraz bardziej zdenerwowany Artur Weasley stanął na środku. Pot spływał mu po twarzy, na której widniały niedbale przekrzywione okulary.
-Spokój! – sapnął, lecz został tylko bardziej poturbowany przez przestraszony tłum.
Ginny rozejrzała się, wyciągając różdżkę. Wśród wielu znajomych sylwetek dostrzegła Harry’ego, który chwytał za rękę Hermionę i już biegli w stronę Rona. Zaklęła, rozgoryczona.
Idealny moment, by zniknąć, Potter. Punkt dla ciebie.
Ciotka Muriel wrzeszczała na wszystkich wokoło, robiąc jeszcze większe zamieszanie. Z całej siły dała wujkowi Stemariusowi w twarz, bo nie przepuścił jej przy wejściu.
Tylko Luna i jej ojciec, Ksenofilius Lovegood, podążali do wyjścia ze stoickim spokojem i, uśmiechnięci, gawędzili ze sobą beztrosko.
Fleur i pani Weasley zalały się łzami, kiedy pan młody je wyprowadzał.
-Taki piękny ślub, takie wesele na marne! – łkała Molly, ciągnąc świeżo upieczoną, przepiękną synową.
Ginny podskoczyła, gdy przez ogólny hałas przedarł się głośny ryk.
-WSZYSCY ZATRZYMAĆ SIĘ!
W jednej chwili głosy ucichły, ostatnie osoby wymknęły się z namiotu i pobiegły w noc, a każdy z obecnych patrzył w stronę wejścia ze strachem.
Ku rodzinie i Remusowi zmierzało około dwudziestu zakapturzonych postaci. Mieli przewagę, bo w środku była tylko cała oprócz Ronalda linia męska rodzeństwa Weasley, roztrzepana głowa rodziny Artur, gotowy do walki za przyjaciół Remus Lupin i… Ginny.
Lunatyk ścisnął mocno jej dłoń i wystąpił przed nią, by ją zasłonić.
Trzy pierwsze postacie podeszły najbliżej, stanęły na środku i ostrożnie zdjęły kaptury z głów. Reszta pozostała niezidentyfikowana, ale tych doskonale znali. Na swoje własne nieszczęście.
Bellatrix Lestrange wyglądała, jakby była szalona – a przy tym właśnie szaleńczo piękna. Rozglądała się na wszystkie strony, nawijając kruczoczarne, potargane włosy na różdżkę i nucąc pod nosem. Fenrir Greyback – jak to on – obleśnie się uśmiechał, bo cholernie pragnął utoczyć komuś krwi i posilić się jego gardełkiem. Lucjusz Malfoy tylko stał, a już miał poczucie wyższości nad wszystkimi ze zgromadzonych.
Wyjątkowo postawne, wysokie postacie za nimi wyraźnie nastawione były na obronę swoich przyjaciół po fachu. Jedna z  nich machnięciem różdżki rozbroiła przeciwników, posyłając ich broń na najdalszy stół w kącie.
-Cholera – warknęła Gin, a Remus wręcz musiał się uśmiechnąć.
Bellatrix spojrzała w ich stronę i jej wielkie, brązowe oczy zaświeciły się jak najnowsze z galeonów.
-Proszę, proszę! – zaśmiała się piskliwie. – Kogo my tu mamy? To ta malusia zdzira Pottusia? Mów, dziewczyno, gdzie on jest?!
Ginny wepchnęła się przed wystraszonego o nią Lupina i tylko patrzyła na starszą kobietę z pogardą. Bała się – kto by się nie bał? Lestrange była przecież chora umysłowo, a przynajmniej takiej sprawiała wrażenie. Dla Voldemorta zrobiłaby wszystko, bez wyjątku. Ale musieli zachować zimną krew i nie rzucać im swojej godności pod nogi.
-Czemu nie odpowiadasz, zuchwała dziewczyno? – wrzasnęła Bellatrix, przybierając na twarzy odcień dojrzałych pomidorów.
-Bo jesteś suką – odrzekła spokojnie najmłodsza z rodzeństwa Weasley i uśmiechnęła się.
Artur jęknął i oparł się na blacie, bo nagle zrobiło mu się słabo. Co też ta dziewczyna wyprawia? Jego córeczka tak się naraża…
Fred i George spoglądali to na siebie, to na „ulubioną”, jak zwykli mawiać, siostrę, zupełnie nie wiedząc  czy śmiać się, czy płakać.
Percy, jak zawsze poważny i wyprostowany, trząsł się lekko ze strachu, próbując zachować kamienną twarz. Psychologia walki – tego uczyli go w ministerstwie – nie wolno okazywać strachu.  Ginny była w tym niesamowita.
Charlie powtarzał tylko w myślach „Moje smoczątko, moje biedne, małe smoczątko...”.
Bill zaś patrzył groźnie na Śmierciożerców myśląc, że jeśli zrobią coś jego małej Gin-Gin, rozszarpie ich wszystkich choćby zębami i nie będzie miał skrupułów. Wymienił z Lupinem porozumiewawcze spojrzenia. Przynajmniej będzie miał cholernego wspólnika.
-Co ty powiedziałaś? – Bellatrix zrobiła kilka kroków do przodu.
-Och, nic takiego – odparła beztrosko rudowłosa. – Tylko tyle, że z ciebie zepsuta, szalona suka.
Przeciwniczka wrzasnęła z furią i wymierzyła jakieś zaklęcie. Ze złości ręce trzęsły jej się tak bardzo, że zielony strumień światła minął jednak Ginny o włos. Ta zaśmiała się w głos.
-W dodatku o zaskakująco małej mocy, Lestrange.
Greyback wyraźnie zachichotał i przytrzymał czarownicę. Tym razem do przodu wystąpił opanowany i wyniosły Malfoy. Wyglądał jak zawsze – obślizgle i strasznie.
-Wydajcie nam Pottera! Mała zdrajczyni… Na pewno wiesz, gdzie jest twój chłoptaś!
-Chciałabym… - wychrypiała. – Zostawcie nas, my też nie mamy żadnych informacji.
Bellatrix nie wytrzymała. Szybko wyrwała się z objęć wilkołaka.
-Crucio! – Szaleństwo w jej głosie sięgnęło zenitu. – Crucio, crucio, crucio!
Weasley upadła na podłogę, jej ciało wygięło się w wysoki łuk i dopiero po chwili opadło, by znów zacząć się wić z bólu na posadzce. Czuła, jak jej wnętrzności przeszywa milion lodowatych igieł, jak armia goblinów maszeruje po orbicie jej organów. Wreszcie boleśnie upadła, uderzając się w głowę.
Jej bracia krzyczeli coś głośno, ale Śmierciożercy zadbali oto – trzymali ich, uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy.
-Gdzie twój chłopak? Gdzie wasz syn i brat, zdrajca krwi, i ta szlama?! – warknął Lucjusz, nieprzekonany.
W tym momencie jednak do namiotu wpadła Tonks z Kingsley’em. Szybko rozbroili kilka postaci, odsyłając różdżki sprzymierzeńcom.
Cztery zaklęcia – bliźniaków (cudownie połączone w połowie drogi w magiczną całość), Billa, Charlie’go i Percy’ego pomknęły w stronę Bellatrix, która straciła przytomność w zderzeniu z nimi. Nie trwało to jednak długo – ocknęła się minutę później, wstała i z dzikim krzykiem wściekle biegła w stronę Ginny. Wreszcie wystrzeliła zaklęciem, wołając:
-Ty mała, niewdzięczna zdziro!
Jednak Weasley, jedna z najlepszych hogwartckich przedstawicielek drużyny Quidditcha od wielu lat, zręcznie odskoczyła w tył, wykonując przewrót w powietrzu i lądując bez zachwiania na stole.
Bill zagwizdał, odrywając oczy od walki i wpatrując się w nią, przez co dostał małym ogłuszaczem od Augustusa Rookwooda.
Dziewczyna warknęła i cisnęła w Bellatrix klątwę, myśląc o Harry’m. Choćby nie wiem co, będzie go chronić.






1 komentarz:

  1. Aww, przeczytałam! :3 I jestem szalenie uradowana! Walka to zdecydowanie to co Rika lubi najbardziej (no, prawie...). Ginny taka odważna :<
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń