Kiedy na
weselu Billa i Fleur pojawił się patronus Kinglseya, goście wpadli w panikę.
Wszyscy,
jak jeden mąż, rzucili się w popłochu do wyjścia, w jednej sekundzie. Rodzina
starała się ich uspokoić, ale na marne. Coraz bardziej zdenerwowany Artur
Weasley stanął na środku. Pot spływał mu po twarzy, na której widniały niedbale
przekrzywione okulary.
-Spokój! –
sapnął, lecz został tylko bardziej poturbowany przez przestraszony tłum.
Ginny
rozejrzała się, wyciągając różdżkę. Wśród wielu znajomych sylwetek dostrzegła
Harry’ego, który chwytał za rękę Hermionę i już biegli w stronę Rona. Zaklęła,
rozgoryczona.
Idealny
moment, by zniknąć, Potter. Punkt dla ciebie.
Ciotka
Muriel wrzeszczała na wszystkich wokoło, robiąc jeszcze większe zamieszanie. Z
całej siły dała wujkowi Stemariusowi w twarz, bo nie przepuścił jej przy
wejściu.
Tylko Luna
i jej ojciec, Ksenofilius Lovegood, podążali do wyjścia ze stoickim spokojem i,
uśmiechnięci, gawędzili ze sobą beztrosko.
Fleur i
pani Weasley zalały się łzami, kiedy pan młody je wyprowadzał.
-Taki
piękny ślub, takie wesele na marne! – łkała Molly, ciągnąc świeżo upieczoną,
przepiękną synową.
Ginny
podskoczyła, gdy przez ogólny hałas przedarł się głośny ryk.
-WSZYSCY
ZATRZYMAĆ SIĘ!
W jednej
chwili głosy ucichły, ostatnie osoby wymknęły się z namiotu i pobiegły w noc, a
każdy z obecnych patrzył w stronę wejścia ze strachem.
Ku rodzinie
i Remusowi zmierzało około dwudziestu zakapturzonych postaci. Mieli przewagę,
bo w środku była tylko cała oprócz Ronalda linia męska rodzeństwa Weasley,
roztrzepana głowa rodziny Artur, gotowy do walki za przyjaciół Remus Lupin i…
Ginny.
Lunatyk
ścisnął mocno jej dłoń i wystąpił przed nią, by ją zasłonić.
Trzy
pierwsze postacie podeszły najbliżej, stanęły na środku i ostrożnie zdjęły
kaptury z głów. Reszta pozostała niezidentyfikowana, ale tych doskonale znali.
Na swoje własne nieszczęście.
Bellatrix
Lestrange wyglądała, jakby była szalona – a przy tym właśnie szaleńczo piękna.
Rozglądała się na wszystkie strony, nawijając kruczoczarne, potargane włosy na
różdżkę i nucąc pod nosem. Fenrir Greyback – jak to on – obleśnie się uśmiechał,
bo cholernie pragnął utoczyć komuś krwi i posilić się jego gardełkiem. Lucjusz
Malfoy tylko stał, a już miał poczucie wyższości nad wszystkimi ze
zgromadzonych.
Wyjątkowo
postawne, wysokie postacie za nimi wyraźnie nastawione były na obronę swoich
przyjaciół po fachu. Jedna z nich
machnięciem różdżki rozbroiła przeciwników, posyłając ich broń na najdalszy
stół w kącie.
-Cholera –
warknęła Gin, a Remus wręcz musiał się uśmiechnąć.
Bellatrix
spojrzała w ich stronę i jej wielkie, brązowe oczy zaświeciły się jak najnowsze
z galeonów.
-Proszę,
proszę! – zaśmiała się piskliwie. – Kogo my tu mamy? To ta malusia zdzira
Pottusia? Mów, dziewczyno, gdzie on jest?!
Ginny
wepchnęła się przed wystraszonego o nią Lupina i tylko patrzyła na starszą
kobietę z pogardą. Bała się – kto by się nie bał? Lestrange była przecież chora
umysłowo, a przynajmniej takiej sprawiała wrażenie. Dla Voldemorta zrobiłaby
wszystko, bez wyjątku. Ale musieli zachować zimną krew i nie rzucać im swojej
godności pod nogi.
-Czemu nie
odpowiadasz, zuchwała dziewczyno? – wrzasnęła Bellatrix, przybierając na twarzy
odcień dojrzałych pomidorów.
-Bo jesteś
suką – odrzekła spokojnie najmłodsza z rodzeństwa Weasley i uśmiechnęła się.
Artur
jęknął i oparł się na blacie, bo nagle zrobiło mu się słabo. Co też ta
dziewczyna wyprawia? Jego córeczka tak się naraża…
Fred i
George spoglądali to na siebie, to na „ulubioną”, jak zwykli mawiać, siostrę,
zupełnie nie wiedząc czy śmiać się, czy
płakać.
Percy, jak
zawsze poważny i wyprostowany, trząsł się lekko ze strachu, próbując zachować
kamienną twarz. Psychologia walki – tego uczyli go w ministerstwie – nie wolno
okazywać strachu. Ginny była w tym
niesamowita.
Charlie
powtarzał tylko w myślach „Moje smoczątko, moje biedne, małe smoczątko...”.
Bill zaś
patrzył groźnie na Śmierciożerców myśląc, że jeśli zrobią coś jego małej
Gin-Gin, rozszarpie ich wszystkich choćby zębami i nie będzie miał skrupułów.
Wymienił z Lupinem porozumiewawcze spojrzenia. Przynajmniej będzie miał
cholernego wspólnika.
-Co ty
powiedziałaś? – Bellatrix zrobiła kilka kroków do przodu.
-Och, nic
takiego – odparła beztrosko rudowłosa. – Tylko tyle, że z ciebie zepsuta,
szalona suka.
Przeciwniczka
wrzasnęła z furią i wymierzyła jakieś zaklęcie. Ze złości ręce trzęsły jej się
tak bardzo, że zielony strumień światła minął jednak Ginny o włos. Ta zaśmiała
się w głos.
-W dodatku
o zaskakująco małej mocy, Lestrange.
Greyback
wyraźnie zachichotał i przytrzymał czarownicę. Tym razem do przodu wystąpił
opanowany i wyniosły Malfoy. Wyglądał jak zawsze – obślizgle i strasznie.
-Wydajcie
nam Pottera! Mała zdrajczyni… Na pewno wiesz, gdzie jest twój chłoptaś!
-Chciałabym…
- wychrypiała. – Zostawcie nas, my też nie mamy żadnych informacji.
Bellatrix
nie wytrzymała. Szybko wyrwała się z objęć wilkołaka.
-Crucio! –
Szaleństwo w jej głosie sięgnęło zenitu. – Crucio, crucio, crucio!
Weasley
upadła na podłogę, jej ciało wygięło się w wysoki łuk i dopiero po chwili
opadło, by znów zacząć się wić z bólu na posadzce. Czuła, jak jej wnętrzności
przeszywa milion lodowatych igieł, jak armia goblinów maszeruje po orbicie jej
organów. Wreszcie boleśnie upadła, uderzając się w głowę.
Jej bracia
krzyczeli coś głośno, ale Śmierciożercy zadbali oto – trzymali ich, uniemożliwiając
jakiekolwiek ruchy.
-Gdzie twój
chłopak? Gdzie wasz syn i brat, zdrajca krwi, i ta szlama?! – warknął Lucjusz,
nieprzekonany.
W tym
momencie jednak do namiotu wpadła Tonks z Kingsley’em. Szybko rozbroili kilka
postaci, odsyłając różdżki sprzymierzeńcom.
Cztery
zaklęcia – bliźniaków (cudownie połączone w połowie drogi w magiczną całość),
Billa, Charlie’go i Percy’ego pomknęły w stronę Bellatrix, która straciła
przytomność w zderzeniu z nimi. Nie trwało to jednak długo – ocknęła się minutę
później, wstała i z dzikim krzykiem wściekle biegła w stronę Ginny. Wreszcie
wystrzeliła zaklęciem, wołając:
-Ty mała,
niewdzięczna zdziro!
Jednak
Weasley, jedna z najlepszych hogwartckich przedstawicielek drużyny Quidditcha
od wielu lat, zręcznie odskoczyła w tył, wykonując przewrót w powietrzu i
lądując bez zachwiania na stole.
Bill
zagwizdał, odrywając oczy od walki i wpatrując się w nią, przez co dostał małym
ogłuszaczem od Augustusa Rookwooda.
Dziewczyna
warknęła i cisnęła w Bellatrix klątwę, myśląc o Harry’m. Choćby nie wiem co,
będzie go chronić.
Aww, przeczytałam! :3 I jestem szalenie uradowana! Walka to zdecydowanie to co Rika lubi najbardziej (no, prawie...). Ginny taka odważna :<
OdpowiedzUsuńKocham <3