Kilka dni przed ślubem pani Weasley,
pani Delacour, która była niesamowicie piękną kobietą, oraz sama Fleur biegały po Norze w całym tym ogromnym
rozgardiaszu pilnując, by wszystko dopięte było na ostatni guzik. Na zmianę
wrzeszczały na wszystkich i wybuchały płaczem, padając sobie w ramiona.
Ginny przyglądała się temu z kpiącym
uśmieszkiem, siedząc po turecku na kanapie
w salonie i przygotowując dodatkowy
prezent dla Billa. Właśnie skończyła ostatnią przymiarkę swojej złotej sukni i
pomiędzy siódmym a ósmym dźgnięciem szpilką przez nieco zdenerwowaną kuzynkę
Fleur, Bernadettę, wpadła na ten pomysł. Postanowiła zrobić magiczny,
czarnobiały kolaż ruszających się zdjęć rodzeństwa Weasley jeszcze
za czasów
„wolności” Billa z wściekle czerwonym napisem „Na zawsze”.
Na pierwszym zdjęciu Fred i George
unieśli ją do góry i posadzili na swoich ramionach. Zdjęcie zostało zrobione
tego lata. Chłopcy uśmiechali się promiennie i machali do aparatu, spoglądając
na nią z czułością, a Ginny śmiała się w głos, usiłując zachować równowagę.
Kolejne zdjęcie przedstawiało ich
pod choinką, kiedy miała 14 lat. Bill i Charlie objęli ją
z obydwóch stron
mocnym uściskiem, bliźniacy unieśli kciuki, dając sobie nawzajem kuksańce.
George dodatkowo okładał Freda książką od Historii Magii, która musiała należeć
do Hermiony. Kto inny czytałby Historię Magii w święta? Kto w ogóle czytałby
w
święta?
Zaśmiała się, bo na tej samej
fotografii mignął Percy, który ustawił aparat i biegł na złamanie karku, by
załapać się na rodzinne zdjęcie.
Z tyłu stał Ron, który doprawił mu
różki za pomocą dwóch palców.
Trzecia fotografia przedstawiała
Ginny i Rona na błoniach, obejmujących się niezgrabnie. Mieli rozwiane włosy,
zamglone oczy i widać było, że są szczęśliwi.
Ron złożył na jej policzku
mokrego, braterskiego całusa.
Na następnym zdjęciu byli Bill i
Charlie przy smokach w Rumunii ze śmiesznymi minami, potem Ron rzucający
śnieżkami w Percy’ego i Billa. Dokleiła jeszcze kilka zabawnych, wyjątkowo
słodkich zdjęć z dzieciństwa i spojrzała na puste miejsce.
Ostatnie zdjęcie było najpiękniejsze.
Przedstawiało tegoroczne walentynki (wypadły akurat ferie zimowe), kiedy
wszyscy bracia ubrali się w garnitury, muszki czy krawaty, przygładzili włosy
(Zachichotała myśląc, że tylko Harry nie miał tyle szczęścia) i otoczyli ją,
ubraną w różową sukienkę w serduszka, która rozszerzała się w pasie. Wyglądali
uroczo, stojąc czy klęcząc przed nią z wyciągniętymi do niej dłońmi, udając jej
zalotników. Bill był taki beztroski, a teraz Flegma miała to zmienić?
Odwróciła się, kiedy jakaś delikatna,
mała dłoń wylądowała na jej ramieniu.
-O czym myślisz, Gin-Gin? – zapytała
cicho Hermiona. – Boże, to moja książka od Historii Magii! Niech ja go tylko…
Zastanawiałam się, dlaczego jest taka wygięta! Niech cię szlag, George’u
Weasley’u!
Spojrzała na przyjaciółkę i
uśmiechnęła się. Hermiona była bardzo ładną czarodziejką. Miała burzę
brązowych, puszystych włosów, różowe, pełne policzki, nieśmiały uśmiech
i
ładną, szczupłą, ale zdrową figurę. Mimo to często płakała jej w ramię z powodu
swoich licznych kompleksów, których Ginny nie rozumiała.
Zignorowała paplanie o zemście na
jednym z bliźniaków i westchnęła nieskończenie ciężko i nieskończenie głęboko.
-Znowu myślisz o Fleur, prawda?
-Tak – odpowiedziała, zaciskając
usta. – Wiesz, niby nie jest zła, ale on zawsze był inny… A jeśli się zmieni?
Hermiona wybuchła perlistym, głośnym
śmiechem i popukała się w czoło.
-Daj spokój, Gin! Kto jak kto, ale
ty go znasz! Bill się nie da tej całej
Flegmie – zakończyła rozmowę z chytrym uśmieszkiem i szybko uściskała
rudowłosą.
***
Ginny przechadzała się po skraju
lasu tuż przy jeziorze, węsząc. Przyspieszyła krok do truchtu a wiatr dodawał
jej skrzydeł. Przeskoczyła zręcznie i wysoko nad sporą skałą. Zmrużyła kocie
oczy, rozglądając się. Ktoś się zbliżał!
George i Fred Weasley’owie wybrali
się na przechadzkę tuż po zmierzchu, by w spokoju obmyślić nowe produkty bez okazji bycia
podsłuchanym przez Uszy Dalekiego Zasięgu – czyli, bądź co bądź, ich własną,
cholerną broń!
Własnie kłócili się o coś półgłosem,
zawzięcie gestykulując, kiedy zza najbliższych krzewów wyskoczył dość duży
kształt, lądując kilka metrów przed nimi.
-Aaaaaaaaaaaa! Czy to…
-…lew?! – dokończył Fred, szukając
niezdarnie swojej różdżki.
Widząc przerażenie w ich oczach,
Ginny zachichotała w duchu, obserwując sytuację.
Po chwili skupiła całą swoją magię,
warknęła, wytwarzając wokół siebie niesamowicie jasną, białą poświatę i
zmieniła się z powrotem w człowieka.
Wybuchła śmiechem, siadając na
ziemi, by nie upaść. Boże, tak uroczo wyglądali, wycofując się powoli i nie
mogąc znaleźć różdżek! Z jej oczu pociekły łzy i teraz już naprawdę nie mogła
się uspokoić.
-Ginewro
Molly Weasley… - zaczął Fred.
-…chciałaś, żebyśmy zeszli na
zawał?! – George zrobił wielkie oczy.
Po chwili krzyczenia (Jesteś podła,
siostro!), gróźb („Jeśli powiesz o tym Ronusiowi, udoskonalę twojego
upiorogracka i pierwszy raz to ty go posmakujesz!”), błagania (Proszę, nie mów
mamie, będzie się z nas śmiać do końca życia!), dołączyli do niej
na trawie.
-Teraz poważnie – powiedział Fred,
kiedy już się uspokoiła.
George przeczesał włosy ręką i
przetarł twarz.
-Jak to zrobiłaś?
Uśmiechnęła się z politowaniem.
-Jestem animagiem, Georgie,
animagiem.
Młodszy z bliźniaków o mało co się
nie opluł. Ich mała, krucha siostrzyczka miała prawdopodobnie więcej mocy
magicznej niż oni wszyscy. A niż Percy i
Charlie szczególnie! Nie wiedzieli co powiedzieć. Spojrzeli po sobie szybko,
usiłując zataić
przed nią wstyd.
-Ktoś o tym wie?
-McGonagall – odparła. - Przyłapała
mnie na błoniach i, swoją drogą, wybrałyśmy się wtedy na kocią, nocną
przechadzkę… - odparła zakłopotana.
Fred roześmiał się.
-Ach, to przecież normalne, wymykać
się z zamku jako kot pod osłoną nocy
z wicedyrektorką…
-Czekaj. Jakim jesteś gatunkiem?
-Białą lwicą jaskiniową. Nie było
jeszcze w historii takiego animaga! – uśmiechnęła się
z dumą, powtarzając
słowa opiekunki domu.
Że co, kurde? Na Merlina, cholera
jasna, motyla noga.
Zawsze żal mi było Fleur, że jest tak traktowana, ech. :c Ginny taka twarda :> Hahah, wiesz kogo mi przypominają Fred i George w pewnym momencie? Timona i Pumbę, SERIO XD Boże jak ja ich kocham<3 Weź ich nie uśmiercaj, co? :c Są tacy kochani, zrób to dla mnie, ok? :c <3 Dla Riki.
OdpowiedzUsuńGin-Gin lwica, grrr, to mi się podoba. Jeny ja tak bardzo kocham, jak piszesz :c Cieszę się, że wróciłaś, uwielbiam Cię! <3
Ja sama uwielbiam Fleur i później będzie naprawdę świetna - sama zobaczysz:)
OdpowiedzUsuńHahah, w sumie może trochę... Kocham i ten duet i ten duet! Co do uśmiercania - sama zobaczysz, co się stanie. :) Też się strasznie cieszę, że znów jestem i to z lepszym repertuarem niż kiedyś!
Dziękuję, mentorko <3
Witam Lizz ! :)
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podobał, zaskoczeni bliźniacy - super!
Czekam na następny, L. :) :*